wtorek, 10 września 2013

Rozdział 10

Bez zastanowienia pobiegłam na górę skąd dobiegały dźwięki. Biegłam przez korytarz między pokojami, aż w końcu zatrzymałam się przed drzwiami Zayna. Zastanowiłam się chwile i nacisnęłam klamkę. Zamknięte. Zaczęłąm pukać. Nic. Coraz więcej siły wkładałam w uderzenia tylko po to by mulat usłyszał, że ktoś znajduję się po drugiej stronie.
- czego kurwa ?! - usłyszałam krzyk Zayna mieszany z tłuczonym szkłem. Po moim ciele przeszły ciarki na myśl, że czarnowłosy może zrobić sobie jakąś krzywdę.
- to ja Zayn. Proszę otwórz. - wyszeptałam
- ja czyli ?! - jego agresja sięgała baaardzo wysokiego stopnia
- Nikol. - odpowiedziałam. Nic. Zero odpowiedzi. Impossible silence.
- proszę, cię Zayn porozmawiajmy. - mówiłam wciąż łagodnym tonem
Cicha.
Zaczęłam się denerwować
- Zayn otwórz ! - krzyknęłam błagalnym tonem. Moje prośby nie zostały wysłuchane a pokój mulata nadal pozostał w takim stanie jaki był 10 minut temu.
Postanowiłam poprosić Nialla o pomoc. Zawołałam chłopaka, który już po chwili stał u mojego boku.
-Zayn stary otwórz ! - krzyczał Niall przez zamknięte drzwi
- kurwa Niall on się nie odzywa ! jak coś mu się stało to nigdy sobie tego nie wybaczę ! - w tej chwili byłam zrozpaczona. Myśl, że chłopak którego, kocham lecz nie odważyłam mu się tego wyznać może właśnie leżeć teraz nieprzytomny zasłaniała wszystkie inne myśli.
- odsuń się - słowa blondyna dotarły do mnie z lekkim opóźnieniem. Wykonałam czynność jaką nakazał mi chłopak i odsunęłam się. Niall rozpędził się i z ogromną siłą ramieniem naparł na drzwi, które po chwili trzasnęły o podłogę z wielkim hukiem.
Na podłodze zobaczyłam zakrwawionego Zayna.
- Zayn ! - rzuciłam się pędem do chłopaka
- Zayn proszę cię otwórz oczy ! proszę ! Zayn ! - łzy, które zbierały się w moich oczach od samego początku wizyty w domu chłopaków teraz z lekką łatwością wypłynęły na moje policzki.
- dzwonię po karetkę - powiedział Niall. W pokoju pojawiła się reszta chłopaków i jakieś dwie dziewczyny. Jedna stała u boku Louisa a droga za plecami Liama.
Szatynka w bujnych lokach podeszła do mnie po woli.
- skarbie.. chodź. Lekarze zajmą się Zaynem. Wszystko będzie dobrze. Zobaczysz - mówiła w moim kierunku lekkim i łagodnym głosem. Spoglądała na mnie z troską w oczach.
- n..nie mogę - wykrztusiłam. - muszę z nim zostać
- oni lepiej sobie z nim poradzą - wciąż przekonywła mnie
Cały czas trzymałam ręke chłopaka i mimo swojej woli płakałam jak małe dziecko.
- Niech się pani odsunie musimy go przenieść na nosze - usłyszałam głos. Odwróciłam się a moim oczą ukazał się obraz trojga lekarzy.
- słyszy mnię pani ? - jeden z nich pomachał mi ręką przed twarzą.
Nie chciałam go puścić. Nie mogłam.
Siłą odciągnęli mnie od Zayna. Mimo moich stawiań i oporów nie udało mi się zostać przy chłopaku.
- puśćcie mnie ! ja muszę z nim zostać ! zrozumcie ! - krzyczałam
Zero odpowiedzi z drugiej strony
- kocham cię Zayn - wyszeptałam opadając z bezsilności na zimny chodnik.

Taki króciutki ... ;p podoba się ? xd ;d

1 komentarz: